2017-06-11

I had a dream that you were mine, I’ve had that dream a thousand times

♬ Hamilton Leithauser + Rostam - a 1000 times

hejka, skajdensers. post miał wylądować wczoraj - wszakże był dziesiąty dzień miesiąca - ale miałam pewne wątpliwości co do publikowania go. ilość stresu z jaką zmagam się w ostatnim czasie zdaje się tylko i wyłącznie rosnąć z każdym kolejnym dniem. boję się praktycznie wszystkiego i nieprzerwanie odczuwam ogromne ciśnienie w okolicach piersi; napięcie, któremu nie mogę pomóc w wydostaniu się na zewnątrz. czegokolwiek to dotyczy - podejmowania kolejnej decyzji dotyczącej sklepu, rozmów z wami, czy też moich prywatnych zmagań - nigdy nie jestem pewna siebie. z resztą moja samoocena od zawsze była dla mnie jednym, wielkim żarcikiem. nie potrafię zrozumieć, jak można żyć i po prostu siebie lubić - stoi to dla mnie jako swego rodzaju abstrakcja. ostatnim czasy jednak coraz lepiej dostrzegam jak ciągły strach musi być z tym związany i jak wielce wpływa na to, jak czuję się w swoim własnym ciele i umyśle, żyjąc według charakteru, który wypracował mi się na przestrzeni ostatnich lat, co rano czesząc włosy, jakich stan wynika z tego jak dbałam o nie w ostatnim czasie. i z tym też dziś do was przychodzę - poniekąd zainspirowana tym postem jak i moją ostatnią rozmową z Kornelką i ostatnim wpisie na jej blogu; mocniutko zachęcam do przeczytania obu!




stawianie kroków naprzód to to, co sobie postawiłam za cel, a co staram się realizować na przekór przykrym okolicznościom i niesprzyjającemu środowisku. choć powolutku, choć mozolnie - liczy się każdy ruch, skromna decyzja, jaka zbliży nas do upragnionego sukcesu, do spełnienia marzenia, bycia dokładnie tym, kim chcemy być. to jednak na przestrzeni ostatnich dni uświadomiłam sobie, jak wiele poświęcałam najbliższym, obracając całe swoje ja, zmieniając się niekiedy nie do poznania. tak bardzo zaaferowana byłam oddawaniem całej siebie na rzecz najważniejszych mi ludzi, że zapomniałam o dbaniu o siebie - pozwalając, by każde kolejne osiągnięcie stapiane było w jedno, traktowane jak czysta oczywistość. jestem pewna, iż nie było to związane ze złośliwością - bo choć doświadczyłam wielu nieprzyjemności ze strony ludzi potrafię stwierdzić, że są świetnymi stworzeniami - a raczej swoją własną niemożnością do pojęcia, jak wiele wymagają pewne zmiany.

jest w istocie bardzo mało osób biorących pod uwagę różnorodność pomiędzy ludźmi oraz banalny fakt tego, że jednym niektóre rzeczy przychodzą łatwiej, innym - gorzej. to trochę tak jak z matematyką: osobiście jestem pokraką i nawet dodawanie mi nie wychodzi; ale spędzałam dużo czasu starając się rozwiązywać zadania samej, szukać dobrych wzorów na własną rękę. po pewnym czasie - opłaciło się to. zajęło mi jednak niemalże dwa lata wyrobienie sobie choć minimalnej pewności, że coś jednak z tej matmy potrafię. znam jednak ludzi którym wystarczyłby wieczór spędzony na przerzucaniu kartek podręcznika, by nie mieć żadnego problemu z napisaniem testu na ocenę pozytywną. i nikt nie wini ani mnie, ani tych osób, za bycie lepszym i gorszym. więc dlaczego coś takiego ma dotyczyć kwestii bardziej życiowych - osobowości, zachowań?

z pewnością każdy z nas ma kogoś dla którego poświęciłby wszystko, bez jakiegokolwiek zająknięcia ofiarował całą swoją energię i siłę; i jest to jedna z piękniejszych rzeczy których w życiu możemy doświadczyć. ślepe jednak podążanie za tym może doprowadzić do tego, z czym właśnie się zmagam - niechęci do samego siebie i braku spełnienia. a przede wszystkim zmęczenia, już nie tyle fizycznego, co psychicznego.

i może was zdziwić - ale ta koszulka, ta cholerna koszulka z drzewkiem bonsai na piersi przypomina mi nie tylko o wielu magicznych chwilach; jest także dowodem na wszystko to, co już opisałam. nauczyłam się wytrwałości i zaangażowania, choć odrobinę wsiąknęłam w siebie empatię - bo kurcze, taki człowiek niedobry ze mnie momentami jest! - a przede wszystkim doświadczyłam jak to jest żyć bardziej duchowo aniżeli fizycznie. nie mam tu na myśli wcale religijności, raczej przeżywanie wszystkiego wewnątrz nas, według naszych emocji, według tego, co uważamy.
bo nie ma nic złego w tym, że jesteśmy wrażliwi. nie ma nic złego w tym, że się złościmy i tupiemy nogą. absolutnie nie można wstydzić się swoich błędów, ani pozwalać komukolwiek na ocenianie nas przez ich pryzmat. jesteśmy młodzi, a uczymy się całe życie. wszystko to, co nas spotyka - rzeczy dobre i rzeczy złe - wpływają na nas i są budulcem dla naszej osobowości. nie zamykajmy się na bólu i doceniajmy wszystko, co jest dobre, ani na moment nie ujmując mu wagi.



szczęście przychodzi małymi kroczkami, bądźmy dla siebie dobrzy.


to mniej więcej jest powodem, dla którego jutro zmieniam kolor włosów na różowy, dla którego mówię do was, skajdenserzy, na instagram story, dla którego pokonałam wewnętrzne bariery i staram się utrzymywać większy kontakt z ludźmi, nie odpychać od siebie nieznajomych złośliwymi stwierdzeniami, pozwalam ufać sobie i innym. dzięki tej małej świadomości wszystko stało się przyjemniejsze, chętniej spaceruję z psami, mój ulubiony Bioshock przestał być tak straszną gierką, nabyte ze stresu kilogramy są dla mnie aktualnie obiektem cichych, wewnętrznych żarcików. moje obawy, choć non stop narastają i wciąż jest we mnie nieprzyjemne napięcie, zdają się być bardziej podatne na moją chęć ignorowania ich, to i nie mam już tak wielu głupiutkich strachów wobec, dla przykładu, krzywych spojrzeń w autobusie. jeszcze nie jest tak, bym chodziła pełna uśmiechu, bym przestała być zdystansowana oraz wiecznie odczuwała zranienie - ale wszystko powolutku.

 niektórzy z was już zauważają, że skoro dziesiąty, to t-shirt Emacs the Bonsai Tree. nawet nie wiecie jak świetne to jest, gdy klienci sklepu przestają być po prostu klientami - a traktują nas na równi, jak znajomych!
przepiękne torby wykonane w pełni ze skóry niedługo pojawią się na naszej stronie. posiadają nieziemski zapach, zatrzymują się w starych klimatach prawdziwego vintage, idealnie pasują do praktycznie każdej stylizacji. choć na nogach miałam adidasy, do tego różowe, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że kontrast pomiędzy nimi, a torbą, będzie małą perfekcją.
do tego stare klimaty wzbogaciłam jeansową spódniczką, na której punkcie mam aktualnie obsesję. tę wyhaczyłam półtora roku temu na vinted; śmieszne uczucie, gdy wchodzisz do bershki i widzisz dokładnie ten sam krój.
o bershce mowa... pastelowo różowa narzutka to moja zdobycz z wyprzedaży! wykonana z krepy pasuje chyba do wszystkiego i zaspokaja moje zapotrzebowanie na różowy. 🌸
 
w następnym poście poświęcimy trochę uwagi konwentom na jakich mieliśmy okazję się pojawić - Pyrkonowi oraz Comic Conowi, więc będzie ciekawie! stay tuned, bo mamy wam do pokazania ładne stoisko oraz kilku świetnych obserwatorów do przedstawienia ✨

koszulka - skydance
spódnica - vinted
narzutka - bershka
listonoszka - skydance (soon)
naszyjniki - skydance
zegarek - Ralphowy daniel wellington
buty - vinted

13 comments:

  1. ten pościk jest tak piękny
    i Gabcia taka urocza!

    ReplyDelete
  2. Świetnie napisane! A zdjęcia naprawdę na wysokim poziomie!:)

    Jull.pl - klik!

    ReplyDelete
  3. Kurcze, ten akapit o tym, żeby iść na przód, nawet małymi krokami ujął mnie najbardziej. A tak często o tym zapominam.
    Torba sztos <3

    pozdrawiam !
    ~ mój blog ~

    ReplyDelete
    Replies
    1. cieszę się że przypadł do gustu ✨ true, są piękne!

      Delete
  4. Również staram się dążyć do celów małymi krokami. Nie wszystko da się zrobić od razu. Zazwyczaj ustalam dla siebie kilka pozornie błahych wyzwań, a następnie je realizuje. Dzięki temu walczę z swoimi wadami. Udało mi się pokonać w małym stopniu nieśmiałość i mam nadzieję, ze na tym się nie skończy.
    Świetny post! Cudownie wyglądasz:)
    MÓJ BLOG

    ReplyDelete
  5. kiedys musze sie zebrac i zamowic sobie t-shirt z podobnym printem ;) swietnie sie prezentujesz

    nowy post <3
    http://justemsi.blogspot.com/2017/06/babys-on-fire_15.html

    ReplyDelete
  6. bardzo podobają mi się t-shirty z takimi nadrukami :)

    http://anothergirlinthesea.blogspot.com

    ReplyDelete
  7. To dobrze, że walczysz ze swoim strachem, też kiedyś bym musiała tak robić. Życzę wytrwałości w dążeniu do celów. :) A te nowe torby są piękne.

    Nasz blog *KLIK*

    ReplyDelete
  8. Super napisane, cudowne zdjęcia :*
    http://www.stylishmegg.pl/2017/06/letnia-stylizacja.html

    ReplyDelete