2017-04-10

you've got to sail on out to sea, move along and go be free

♬ we are fiction // sail on

chwilkę się nie widzieliśmy, prawda? oj, natłok wszystkiego, co tylko jest możliwe sprawił, że Skydancing stanął w miejscu i nie był w stanie w ogóle się rozwijać. nie będziemy obiecywać poprawy, bo nikt nie wie co jest przed nami - ale z pewnością postaramy się tego nie powtarzać! choć jest ciężko, oj, jest - w głowie chaos, w życiu chaos, w sklepie chaos, w szafie bałagan. w jakimkolwiek kierunku by nie spojrzał rzeczy wydają się złe i szare. i wreszcie zaczyna się dziesiąty dzień miesiąca. jeżeli czytaliście ten post doskonale już wiecie, skąd to wszechobecne ciepło.


"Życie naprawdę nie jest aż tak skomplikowane i trudne. To w jaki sposób je przeżywamy zależy tylko i wyłącznie od nas samych."

nie jestem pewna publikując tutaj słowa, które ostatnio dostałam od Ralpha - ale "Jesteś niepewna jak nigdy ponieważ jesteś rozdarta wszystkimi opcjami (...)". rozpoczynamy dziś dwudziesty dziewiąty miesiąc wspólnej wędrówki. dwudziesty dziewiąty miesiąc oglądania jak się uśmiecha, albo smuci, albo cieszy się komputerem, albo trzyma w rękach aparat i chwali się rzeczami, których się w ostatnim czasie nauczył - to cały Ralphie. żyję każdą spędzoną razem chwilą i niezwykłą dumę czuję z tego, że mam Go w swoim życiu i mogę Mu w jakiś sposób towarzyszyć. jest tylko jeden problem. wszystkie przeszkody, które udało nam się pokonać, które po prostu zignorowaliśmy, oraz te, które cały czas się pojawiają.

być może pamiętacie z tego postu, że Rafał na co dzień mieszka w Anglii. w ostatnim czasie pojawił się w Polsce - nie tyle na święta, ale i po prostu dlatego, że przyjeżdżanie do mnie co półtora miesiąca jest całkiem fajne, no i - czekało na nas kilka ciekawych rzeczy. niedawno miałam robiony swój pierwszy tatuaż; planujemy przefarbować włosy na różowo; no i caaała masa lekarzy! brzmi całkiem ciekawie, prawda? otóż - nie, bo w swych planach nie uwzględniliśmy trudności, a ponieważ są nierozerwalną częścią życia na dobrą sprawę głupiutkim było pominięcie tej kwestii. lada moment bowiem wyszły naprzeciw utrudniając realizację wielu pomysłów.


mam bardzo trudny charakter i warto o tym wspomnieć, bo to samo w sobie jest niesforne i piekielnie irytujące. dlatego też zawsze będę podziwiać Ralpha za jego spokój w stosunku do mnie, za wytrwałość i mimo wszystko utrzymywanie swoich uczuć do mnie takich, jakimi były. poza tym dodajmy to nieszczęsne zdrowie, dodajmy pracę oraz szkołę - mieszanka wybuchowa. nie, nie pójdziemy na rowery, bo muszę pouczyć się matematyki. wiem, Ralph, że dopiero co przyjechałeś - ale mam jutro zaliczenie. muszę szybko wykonać telefon, bo jakieś problemy są w pracy. i już widzę reakcje tłumu: co to niby są za przeszkody? normalne codzienne rzeczy; trzeba, to trzeba - matura w tym roku, pasuje się uczyć, a skoro skydance założyłaś, to i musisz być odpowiedzialna. a jednak tego typu zasady zdają się rozmywać przy Nim. obawy rodzą się w najdrobniejszej rzeczy mającej zaburzyć czasoprzestrzeń i zniszczyć balans. wtedy pojawia się oparcie, które dla siebie mamy. kwestia sekund nim minie.

bo wiecie - związek to nie tylko partnerstwo, to nie tylko buziaki i trzymanie się za ręce. to także bycie swoim przyjacielem. a przyjaciel będzie mieć oparcie w drugiej osobie niezależnie od tego, co się dzieje: czy zastanawia się, w jakim studiu zmienić kolor włosów, czy boi się pierwszej dziary na żebrach, albo dzieje się coś okropnie złego i potrzebuje pomocy drugiej osoby bardziej niż ambulansu. świadomość, że nie jest się samym, że można na kimś zawsze polegać oraz posłucha każdej głupotki jaką masz do powiedzenia jest nadzwyczajna. para osób nie tylko z zasady śpi ze sobą w łóżku i wcina razem śniadania - ale pasuje, aby każdy widział w sobie odbicie ciepła, opieki i ochrony, zrozumienia oraz wysłuchania. miłość, wydaje mi się, opiera się właśnie na tym - są to swego rodzaju fundamenty; podstawa do budowania czegoś naprawdę trwałego i cudownego. jeżeli cokolwiek w tej kwestii się zachwieje, chwieje się wszystko, co dotyczy osoby.


i dlatego, kiedy słońce tak przyjemnie doskwierało, wciągnęłam na siebie koszulkę Emacs the Bonsai Tree. mam go dziś na sobie - dokładnie tak jak każdego dziesiątego. chcąc jak najbardziej wczuć się w te klimaty rozwoju - zarówno swojego jak i całej przyrody, bo wreszcie zrobiło się nieziemsko zielono i przyjemnie - dobrałam czarne ogrodniczki. pasteloworóżowe buty na platformie z materiału zamszopodobnego z pewnością widział już każdy - stwierdziłam, że będzie świetnym akcentem i jakimś takim odwołaniem do tego nieszczęsnego fryzjera! torba natomiast - #soon w skajdensie :) dzisiejszy post to pomieszanie z popapraniem, bliżej nie wiadomo do czego dążyłam - może do uświadomienia sobie samej kilku rzeczy? w każdym bądź razie: cieszcie się każdą chwilą z najbliższymi i dawajcie z siebie ile tylko możecie. to naprawdę jest warte poświęcenia.

koszulka - skydance
ogrodniczki - cropp (vinted)
torba - skydance (soon)
choker - skydance
zegarek - Ralphowy daniel wellington
buty - vinted

1 comment: