2017-03-10

the boy who blocked his own shots

you are the smell before rain, you are the blood in my veins ♬ brand new
hej! dziś dziesiąty - kto czytał jeden z naszych ostatnich postów ten wie, jak specjalny jest dla nas ten dzień. magiczny i świadczący o jednym: Rafał i gab są nadal nierozdzielni, właśnie rozpoczynają dwudziesty ósmy miesiąc życia razem i uczenia się od siebie. to brzmi tak kosmicznie i czasami niedowierzam, jak długo mogę trzymać tego chłopaka za rękę - a jednak, bezustannie uczymy się współżycia i szukamy coraz to nowszych sposobów na uśmiech drugiej osoby. nie mogłabym odstąpić okazji by opowiedzieć wam o was coś więcej na temat nas, i tym razem zajmiemy się RGB i Kaczkami! tak więc wraz z psiurami kręcącymi się między moimi nogami - a miały być takie poważne zdjęcia - zapraszamy do poznania czegoś specjalnego, czegoś co nazywa się RGB! enjoy!

RGB. Rafał G., Gabriela B. tak się jakoś złożyło, że nasze imiona idealnie układają się do doskonale każdemu znanej palety barw! dodajmy do tego fakt, że oboje jesteśmy całkiem nieźle skomputeryzowani. pasją Ralpha jest tworzenie nowych super rzeczy składających się z różnych dziwnych ślaczków w Emacsie i podczas gdy my uczymy się języka francuskiego czy niemieckiego, on preferuje Haskella, czy jeden z jego ulubionych - Ruby. oba są językami służącymi do programowania, także wyobraźcie sobie tylko jakie cuda może stworzyć dzięki ich znajomości! ja natomiast od zawsze uwielbiałam bawić się grafiką komputerową, mam na koncie wiele szablonów wykonanych pod różne stronki, poza tym, nie ukrywam, że na temat komputera wiem nieco więcej niż przeciętna osoba w moim otoczeniu *giggles* 💁 stąd i się złożyło, że prędzej czy później staliśmy się RGB. RGB to My - nasza nadzwyczajna relacja. warto to zapamiętać, bo na pewno to określenie będzie się przewijać przez naszego blogasa!
to tylko potwierdza nasze małe stwierdzenie, że dopasowaliśmy się praktycznie idealnie. wiecie, mamy taką teorię. kiedy świat jeszcze nie powstał - byliśmy małymi, kursującymi po galaktyce atomami. szybowaliśmy bez celu, bez żadnych nadziei, tak po prostu. i wtedy to się stało: nasze cząsteczki wreszcie na siebie wpadły i zbiły się w jedno łącząc w totalnie nierozerwalne ciało. dlatego, kiedy spadliśmy na ziemię okazało się, że jesteśmy z jednego miasta, chodzimy do jednej szkoły, a także - mamy wiele wspólnego i nawet los, kurcze, dopada nas w ten sam sposób! kto by pomyślał, że gab powie to samo co Ralph w jednym momencie, albo - że Ralph zaproponuje dokładnie to samo, na co gab właśnie wpadła?
a Kaczki? Kaczki to ten nasz właśnie los. wzięły się jeszcze z naszego pierwszego spotkania. po obejrzeniu Interstellara (gdzie w napięciu szukałam powodów dla których mogę przysunąć się do Rafała i coś mu powiedzieć, bo ładnie pachniał) udaliśmy się na bulwary - spacerując tak dotarliśmy do malutkiej miejskiej plaży. tam też od zawsze pływają Kaczki w ilościach ogromnych w towarzystwie łabędzi. usiedliśmy na długim, drewnianym mostku; chociaż był koniec października, było wciąż ciepło, choć czuć było zbliżającą się jesień. jedna z Kaczuch była wybitnie natarczywa - ilekroć pojawiła się przy nas, pokazywała nam kuferek! chowała po prostu pyszczek pod wodę i kręciła tymi tylnymi łapkami, żebyśmy tylko zwrócili uwagę na jej wdzięki! a teraz wyobraźcie sobie, że wstajemy, otrzepujemy się z piasku, i akurat z moich pośladków brud nie chce zejść... i Rafał musi mi pomagać, na pierwszym spotkaniu, otrzepywać kuferk z ptasich piór, drobnych kamyczków i innych niefajnych rzeczy...
w dzisiejszym poście z pewnością możecie zobaczyć nieco więcej mnie. a to dlatego, że walczę mocno z moją silną niską samooceną! publikacja mojej twarzy jeszcze niedawno była dla mnie nie do przyjęcia i chyba można to poznać po instagramie skydance, gdzie nigdy, przenigdy nie mogliście zobaczyć jak wyglądam. teraz to się zmienia, za sprawą tego właśnie chłopaka, RGB i Kaczuch. rozmawiamy, ja - oczywiście - poprawiam grzywuchę, a on tylko się śmieje mówiąc, że tak, ładnie wyglądam! próbuję przełamywać lody i pokonywać granice, na czym Jemu tak bardzo zależy - Ralphie, wiem że to czytasz, więc po raz setny chcę Ci podziękować za duuużo wsparcia! dziesiąty dzień miesiąca nie mógł skończyć się bez naszej ulubionej koszulki - Emacs The Bonsai Tree, o którym więcej możecie przeczytać w tym poście. zamszową kurtkę skradłam mamie, bo włamałam jej się ostatnio do szafy; dobrałam ją do Emacsa głównie dlatego, że kolorystycznie od razu skojarzyła mi się z korą drzewka i różnorodnymi korzonkami! zostawiam was z tym postem - i lecę do Ralpha, celebrować z nim ten specjalny dzień. :)

zamszowa kurteczka - vintage
koszulka - skydance
spodnie - reserved
biżuteria - skydance
zegarek - daniel wellington od Ralpha!!
buty - vagabond

17 comments:

  1. Bardzo ładnie, tak już wiosennie :)

    -------------------------
    http://fashionelja.pl

    ReplyDelete
    Replies
    1. w końcu słoneczko jeszcze w połowie lutego, trzeba korzystać! 🍃

      Delete
  2. Mam nadzieję, że będzie więcej twoich zdjęć! Nie wiem dlaczego masz tak niską samoocenę, przecież jesteś śliczna!
    MÓJ KANAŁ NA YT
    MÓJ BLOG

    ReplyDelete
  3. Love your pics dear! xoxo

    http://lifella2.blogspot.com/ I'm following you on GFC, please follow back. ♥

    ReplyDelete
  4. Ślicznie wyglądasz a psy ze zdjęć są mega urocze :)
    http://dose-of-blog.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. haha, urocze urocze! dziękuję :)

      Delete
  5. Fajny post i świetne zdjęcia! :)
    http://Gingerheadlife.blogspot.com

    ReplyDelete